Nakarmić serce

By Hungry Hearts  

Pasja od zawsze rodzi najpiękniejsze rzeczy. Daje radość, uskrzydla, motywuje. Znalezienie jej to fascynująca droga, która niesamowicie nas rozwija. Jak wyglądała droga Kasi Ząbczyk - twórczyni kaletniczej marki ręcznie wykonywanych torebek By Hungry Hearts? Ile czasu zdobywała wewnętrzną pewność, że to właściwa droga doskonalona wciąż umiejętnościami i wiedzą? Jak i czym karmiła własne serce, by móc karmić cudze?


Zapraszam na spotkanie z wyjątkową kobietą - Katarzyną Ząbczyk, która w życiu postawiła na drogę do siebie, która zaowocowała wciąż głodnym wyzwań sercem. Ta droga trwa i jest piękna, tak jak produkty jakie wychodzą spod ręki Kasi i mistrzów kaletnictwa.  


7jpg

Katarzyna Ząbczyk


6jpg

By Hungry Hearts 


Diana Dyba:  Twoja pasja i życiowa droga to projektowanie i tworzenie pięknych skórzanych torebek - kiedy i jak narodziła się w Tobie ta pasja?


Katarzyna Ząbczyk:  Świadome odkrywanie tej pasji trwało jakiś czas. Zawsze miałam w sobie duże pokłady cierpliwości do malowania, czytania i tego co ogólnie można nazwać ‘robótki ręczne’.

Moja babcia Kasia - po której dostałam imię nauczyła mnie szyć i haftować. Do tej pory wzruszam się kiedy wpadnie mi w ręce kawałek lnu. Przypominam sobie, jak cierpliwie uczyła mnie odliczać ‘co trzy nitki’, tak żeby haft był staranny i równy. Prowadziła gospodarstwo, w którym spędzałam wakacje. Powtarzała, że najpiękniejsze kwiaty to te polne. To była moja pierwsza lekcja rzemiosła, systematyczności, szacunku do pracy ludzkich rąk i natury.

Mój pradziadek był tkaczem i prowadził swój warsztat, ale ta historia jest mi znana tylko z opowieści. Lubię myśleć, że ta pasja wynika trochę z genów. Nigdy nie myślałam, że może to być mój zawód. Na poważnie postanowiłam wdrożyć ten pomysł w życie podczas tzw. ‘gap year’ po licencjacie. Wyjechałam wtedy do Wielkiej Brytanii na rok, żeby zastanowić się co tak naprawdę chcę w życiu robić i czego ‘głodne’ jest moje serce. Po roku wróciłam z zamiarem rozpoczęcia nauki projektowania. Jednocześnie uzupełniając studia na kierunku kulturoznawstwo.


10jpg

Kasia Zabczyk by HungryHeartsjpg



Diana:
 Ukończyłaś projektowanie ubioru i akcesoriów oraz kulturoznawstwo, swój warsztat szlifowałaś także za granicą w Indiach i w Wielkiej Brytanii. Opowiedz o nauce w tych krajach? Jak tam trafiłaś i czego dokładnie się uczyłaś?


Kasia: Kulturoznawstwo to był kierunek, który świetnie uzupełniał naukę projektowania. To była i jest kopalnia inspiracji. Pod koniec studiów w Krakowie, moja przyjaciółka podsunęła mi pomysł wyjazdu na praktyki.  W pierwszym odruchu pomyślałam, że mogłabym wyjechać na inny kontynent i zająć się jakimś wolontariatem. Okazało się, że w związku z tym, że studiuję projektowanie istnieje możliwość odbycia praktyk w firmie w Indiach. Cały proces znalezienia miejsca, podpisania umowy i wszystkich ustaleń trwał kilka miesięcy, ale udało się. Pamiętam zdenerwowanie przed samotną podróżą na inny kontynent. To był 2009 rok. Smartfony i internet w telefonie to nie była codzienność. Trzeba było to dobrze spiąć i zorganizować.

Chęć działania, ekscytacja i intuicja, którą ciężko opisać inaczej niż głos serca podpowiadały, że to ma sens.

Przez kilka miesięcy pracowałam w firmie, która ściśle współpracowała z hiszpańskim Inditexem. Właściciele indyjskiej fabryki szukali sposobu na usprawnienie pracy z biurem projektowym w Hiszpanii. Byłam częścią zespołu, który tworzył tzw. sample room – czyli kolekcje ubrań dla studia projektowego firmy w Indiach. Skracało to cały proces projektowo-produkcyjny. Projektanci z Europy wybierali gotowe modele i były one bezpośrednio kierowane do produkcji. Trzy z moich projektów sprzedały się i zostały wdrożone. Pamiętam to uczucie kiedy, jeszcze jako studentka zobaczyłam swoje projekty na wieszakach Zary w Polsce. Brazylijka z którą, wtedy pracowałam napisała do mnie, że właśnie ogląda te rzeczy w sklepie w Sao Paulo.

Muszę tutaj zaznaczyć, że jestem świadoma jak dużo się zmieniło w naszej świadomości w kwestii ‘fast fashion’. Wydarzyło się dużo złego w tym przemyśle na przestrzeni ostatnich lat. Sama wybrałam drogę na przeciwległym biegunie, ale doceniam to doświadczenie.


1jpg


Diana: Każde doświadczenie jest cenne i rozwija nas. Często po to, aby potrafić pójść własną drogą. Znam to bardzo dobrze z własnego doświadczenia :)


Kasia: Dokładnie tak. W produkcji na dużą skalę czynnik ludzki jest również niezwykle ważny. W pracowni spotykasz się z wyśmienitym konstruktorem, a zaprojektowany haft jest dopieszczany na trzy sposoby, żeby wybrać ten najlepszy. Za każdą maszyną siedzi człowiek, którego potem spotykasz w kantynie w przerwie na lunch i on się do Ciebie uśmiecha. Wiesz, że nie ma wiele, ale jest Ci życzliwy. Sam fakt pracy w zupełnie innym kręgu kulturowym był dla mnie bardzo inspirujący.


9jpg


Diana:
Zdecydowałaś się także na gap year, jak do niego doszło?


Kasia:
Po powrocie z Indii do Polski bardzo chciałam spróbować swoich sił w projektowaniu akcesoriów. Dostałam pracę w krakowskiej manufakturze szyjącej skórzane torby. To było moje ciche marzenie i ono się spełniło. Spędziłam tam pięć lat jako główny projektant i product manager.

Po tym czasie miasto zaczęło mnie przytłaczać, a ja zaczęłam potrzebować świeżego powietrza i nowych wyzwań. To właśnie wtedy postanowiłam znowu wyjechać, tym razem na angielską wieś.

Dać sobie czas, popracować nad środkami, które będę mogła zainwestować i dowiedzieć się jak najwięcej o brytyjskim skórnictwie, które ma przecież przepiękne tradycje. Zamieszkałam na południu wyspy. Blisko morza w którym się zakochałam.

Szczególnie pięknie jest tam jesienią i zimą, kiedy plaże i klify są praktycznie puste. Zmiana perspektywy. Regularne odwiedziny Londynu, wystawy i warsztaty związane ze skórzanymi akcesoriami i długie godziny spędzone na zapleczu muzeum rzemiosła skórzanego w Northampton utwierdziły mnie w przekonaniu, że ciągle sprawia mi to frajdę.


3jpg


 

Diana:   Przyszedł wreszcie moment na pracę dla siebie i stworzenie własnych produktów. Co w założeniu własnej marki było dla Ciebie największym wyzwaniem?


Kasia:  Tak jak wspominałam, po latach przepracowanych w branży dałam sobie czas na oddech. Zmieniłam środowisko, ale pasja w sercu i głowie została.

Przyszedł moment, że powiedziałam sobie chcę to robić, ale na własnych warunkach. I to było to wyzwanie. Żeby krok po kroku realizować to co gra w sercu.

Od znalezienia materiałów i kaletników, przez pracę nad brandingiem po sesję zdjęciową i stworzenie sklepu internetowego. Marka działa nieco ponad dwa lata. Do tej pory dzielę swój czas pomiędzy Polskę i UK. Lubię ten czas koncepcyjnej pracy blisko morza. Tutaj też powstała nasza sesja zatytułowana ‘SeaLaVie’. Fotografowała cudowna Ola Modrzejewska, która na co dzień mieszka w Edynburgu. W ogóle było to duże logistyczne wyzwanie, które udało mi się spiąć i jestem z tego bardzo dumna. Te wyzwania - zadania, kiedy się realizują zmieniają się w paliwo do działania.


4jpg



Diana:  Twoja marka to nie tylko Ty, ale także mistrzowie kaletnictwa z którymi współpracujesz - jak wygląda wasza współpraca - czy swoje projekty konsultujesz ze swoimi mistrzami, czy każdy Twój pomysł, da się przełożyć na ostateczny produkt?


Kasia:   Bez nich to wszystko nie byłoby możliwe. Grzegorz – człowiek, z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem pracy w branży, mistrz kaletnictwa to syn rymarza.

Śmiejemy się czasem, że razem dostaliśmy w spadku ‘twórcze geny’ i dlatego dobrze nam się współpracuje. Punktem wyjścia jest to, że oni wiedzą co to znaczy ‘nakarmić serce’. Nie interesuje ich bylejakość w życiu codziennym, a tym bardziej w pracy.

Współpraca  zazwyczaj wygląda w ten sposób, że omawiamy projekt w postaci szkicu/rysunku. Jeżeli możemy się spotkać razem skalujemy projekt na prototypowy szablon i po ostatnich uwagach technicznych mistrza projekt przechodzi w etap skrojenia i odszycia pierwszego wzoru. Papier przyjmuje wszystko, rzeczywistość to weryfikuje. To jest moment na dyskusję, zdarza się, że się spieramy – ale nazywamy to ‘twórczym fermentem’, z którego często rodzi się coś dobrego.


3jpg

4jpg


Diana:  „Nakarmić serce” to brzmi przepięknie. Twój znak rozpoznawczy to właśnie serce, a sama marka nazywa się w tłumaczeniu na polski: Głodne Serca (Hungry Hearts). Jak „karmisz serca” kobiet dla których tworzysz torebki? :)


Kasia: Hungry Hearts/Głodne Serca to serca, które poszukują.

To ważne żeby mieć cel, do którego zmierzamy, ale droga do niego jest równie ciekawa i fascynująca. To praktykowanie uważności. To wszystko to, co nasze serca karmi – życie w zgodzie ze sobą, we własnym rytmie. „Czas nakarmić serce…” śpiewa Fisz w jednym ze swoich utworów. Realizując pasję napełniamy serca tym, co dobre.

Chciałabym, żeby to było wyczuwalne w tym czym jest Hungry Hearts i chciałabym się tym dzielić.


2jpg


Diana:   Czym jest dla Ciebie odpowiedzialna produkcja w Twojej marce?


Kasia: To świadomość. Obserwujemy to, co dzieje się w branży mody. Zdecydowanie jest nam bliżej do podejścia przemyślanych zakupów, zachęcania do tego, żeby kupować mniej i użytkować dłużej. Nie przestaniemy się ubierać, ale możemy robić to z głową. Kasia Zajączkowska, twórczyni podkastu ‘Odpowiedzialna moda’ mówi:


„ W pogoni za szybkim zyskiem straciliśmy z oczu człowieka i przyrodę. Zamieniliśmy jakość na ilość, a rzemiosło na wyzysk (…) Odpowiedzialna moda nie uda się bez świadomych konsumentów. Rozumiejąc mechanizmy branży, łatwiej wybierać mądrze i wspierać dobrą modę. Styl nie wymaga tony nowych ubrań rocznie.”


Zgadzam się z tym stwierdzeniem. Miałam okazję obserwować fast fashion z bardzo bliska. Odpowiedzialną produkcję utożsamiam z produkcją w Polsce, przy współpracy z ludźmi, z którymi dobrze się rozumiem i którzy mają podobny pogląd na kwestię mody zrównoważonej. Mój produkt to historia, wypadkowa procesu twórczego, inspiracji którą chcę się podzielić. To serce i praca poparte wieloletnim, żmudnym doskonaleniem rzemiosła kaletników. Sezonowość może być wyczuwalna w zdjęciach i stylizacjach, ale torebka Hungry Hearts to dodatek całoroczny. Zachęcamy do tego, żeby nie wyrzucać, a naprawiać.

Staramy się, mądrze wykorzystywać materiał. Oprócz regularnych dostaw skór z rodzimych garbarni, wyszukujemy też ciekawe wzory i kolory we Włoszech. Mamy gwarancję jakości, a są to skóry, które prawdopodobnie nie byłyby wykorzystane. Tak powstały dwa nasze modele: kopertówka ‘CHESTNUT’ i  okrągła ‘HONEY BEE’, które mają dzięki temu bardzo przystępną cenę.

Myślimy o alternatywnych materiałach. Dużo ludzi pyta, o warianty przyjazne dla wegan, skórę wykonaną z włókien ananasa, ale to jest proces. Nie chciałabym zastępować skóry plastikiem i nazywać takiej produkcji ‘eco’. Torebka to również, podszewka, dodatki, kleje – szukamy i testujemy różne warianty.


8jpg


Diana:   Skąd czerpiesz inspiracje do swoich projektów?


Kasia: Lubię być blisko natury, blisko morza. Czuję, że wtedy mam przestrzeń do myślenia.

Ale to wygląda tak, że oczy i zmysły trzeba wcześniej nakarmić.

Zbieram obrazki, dźwięki, zapachy podczas podróży. Tych małych i tych dużych. Oglądam polne kwiaty i paprocie w lesie. Odwiedzam muzea, obserwuję ludzi na ulicach miast, słucham muzyki. Historia mody jest arcyciekawa - szczególnie w kontekstach: społecznych, kulturowych, antropologicznych. Dużo frajdy podczas lockdownu sprawiło mi przestudiowanie ilustrowanych okładek Vogue’a z lat 20 i 40 XX wieku. Doceniam i czerpię z tradycji kaletniczej i rymarskiej, a tutaj nieocenioną skarbnicą wiedzy jest konstruktor z którym pracuję. Jeden z haftów jest zainspirowany Otomi- kulturą meksykańskich Indian. Trafiłam na niego dzięki wystawie o Fridzie Kahlo, którą uwielbiam.


1jpg


Diana:  Mówi się, iż naturalna skóra ładnie się starzeje, a na Twojej stronie można przeczytać ciekawe zdanie: "Skóra naturalna to szlachetny materiał, który 'zapamiętuje' historie właściciela." Jakiej pielęgnacji wymagają Twoje produkty, byśmy mogli cieszyć się ich jakością wiele lat?


Kasia: Tak, skóra naturalna to materiał, który szlachetnieje z czasem. Im lepiej o nią dbamy, tym dłużej będzie nam służyć. Bardzo ważne jest, żeby skórę licową zaimpregnować pastą lub specjalnym woskiem lub kremem. Warto taką czynność powtórzyć przynajmniej raz w roku. Taka skóra staje się odporniejsza np. na wodę. Istotny jest sposób przechowywania, warto wyłożyć wnętrze torebki np. papierem, aby nie straciła swojej formy. I bardzo ważne – uśmiechać się nosząc, traktować z czułością i kochać. : )


2jpg


Dziękuję,


Wszystkie produkty Kasi kupicie tutaj: By Hungry Hearts