Mac Ewangelista

Dzięki swojej pasji do komputerów i zamiłowania do Macintosha został pierwszym dystrybutorem Apple na Polskę otrzymując miano polskiego Mac Ewangelisty. Spolonizował ponad 3000 fontów, a jego Biblioteka Bitstream określana jest mianem „fonty kubiczne”, chociaż pracę nad nimi określa „mordęgą”. ;) To już chyba wiecie o kim mowa! :) 

Rozmawiamy o fontach, Stevie Jobsie, życiu w USA i drodze do zawodów, do których prowadzi autentyczna pasja. Zapraszam na rozmowę z Panem Kubą Tatarkiewiczem.


Diana Dyba:  Jak zaczęła się Pana fascynacja komputerami Macintosh i marką Apple? Jest Pan nazywany polskim Mac Ewangelistą. Jak Pan na to zapracował? :)  

Kuba Tatarkiewicz: W 1984 roku znajoma żony mieszkająca w Vegas przyjechała do Polski na wakacje i znając moje zainteresowanie komputerami kupiła na lotnisku pierwszy numer pisma MacWorld. Była w nim informacja o tzw. Konsorcjum Apple, czyli programie sprzedaży komputerów Apple po niższej cenie studentom i pracownikom pewnych uniwersytetów w USA. Tak się akurat złożyło, że znajomy matematyk jechał do Notre Dame, pożyczyłem mu trochę dolarów, które miałem oszczędzone z pobytu w Teksasie w latach 1981-82, a ponieważ kolega nie potrzebował komputera (matematykom wystarcza kartka papieru i ołówek), więc poprosiłem aby mi kupił oryginalnego Maca 128k z drukarką, w sumie kosztowało to wtedy ok. $3200, czyli moje polskie pobory za ok. 10 lat. Udało mi się przekazać pieniądze legalnie poprzez Bank Handlowy (mam dar przekonywania ludzi...) i już po roku mój Maczek został przeszmuglowany do Polski – obowiązywało wtedy embargo na procesory Motorola 68000, ale na szczęście nikt nie sprawdzał paczek wysyłanych przez rodaków do kraju. Skrzyknąłem kilku ludzi, którzy mieli podobny sprzęt, m.in. docenta Kużmicza z Elektroniki PW i prowadziłem przez kilka lat nieformalny klub użytkowników, który pomagał ludziom nie tylko w pozyskiwaniu oprogramowania (wtedy programy się kopiowało, czyli kradło, bo nikogo nie było stać w Polsce na ich zakup), ale także w naprawach komputerów Macintosh. Dla zabawy zlokalizowałem system operacyjny i jak to już wiele razy opowiadałem, znalazł się on w posiadaniu pracownika Apple w Cupertino, co po roku 1990 zaowocowało propozycją założenia dystrybutora Apple w Polsce. Jako pracownik Apple IMC (Independent Marketing Company) miałem formalną wizytówkę z kolorowym jabłuszkiem i tytułem „Macintosh Evangelist”.

 

Diana Dyba: Jest Pan autorem polskich ogonków i diakrytyk do fontów, jak się zaczęła przygoda z typografią i z fontami?

Kuba Tatarkiewicz: Na początku SADu naszymi klientami byli głównie wydawcy kolorowych czasopism, którzy z konieczności stosowali Macintoshe, bo na pecetach nie było dobrego oprogramowania do druku kolorowego (tzw. separacje). Ci klienci potrzebowali polskich znaków diakrytycznych w typowych fontach jak Futura, ale nie miał kto tego zrobić, bo zawodowi typografowie nie mieli pojęcia o technologii komputerowej. Konsultowałem się z Romanem Tomaszewskim i jego synem Andrzejem, którzy byli znanymi typografami, potem szkolił mnie Bogdan Żochowski (autor szaty graficznej Ty i Ja, kultowego pisma z czasów PRL), ale głównie jestem samoukiem. W sumie spolonizowałem ponad 3000 fontów, najbardziej znane to Biblioteka Bitstream (w środowisku znane jako „fonty kubiczne” od mego imienia), do dziś dostępne jako legalnie licencjonowane na Polskę.

 

Diana Dyba: Jak wyglądała Pana praca nad fontami?

Kuba Tatarkiewicz: Mordęga, bo początkowo programy do konstrukcji fontów zawierały wiele błędów, np. Fontographer źle tworzył fonty PS pod Windows, musiałem zrobić drugie tłoczenie płyty z całą biblioteką, co w tamtych czasach ok. roku 1995 oznaczało skomplikowane tworzenie nowych masterów i wysyłkę do Wiednia, gdzie była najbliższa tłocznia CD.

 

Diana Dyba: Co w pracy nad fontem jest najtrudniejsze?  Czy ktoś poprawiał Pana pracę, czy wszystko robił Pan zupełnie po swojemu? :)

Kuba Tatarkiewicz: Najtrudniejsze jest zrozumienie ducha albo idei oryginalnego twórcy – ja nigdy nie tworzyłem nowych fontów, tylko lokalizowałem istniejące, tj. dodawałem polskie znaki diakrytyczne. Dziś tworzenie nowych fontów, szczególnie tych typu grunge, jest banalne, bo zwykle autorzy zaczynają od czyjegoś projektu, który modyfikują. Zrobienie dobrej metryki, a szczególnie dobrych podcięć (kerning) oraz podpowiedzi (hints) to katorżnicza praca ręczna, której nikomu nie polecam...

 

Diana Dyba: Czy przygotowanie fontu na komputer Mac i PC różni się od siebie? Czy powstały już font można przenosić pomiędzy poszczególnymi systemami operacyjnymi?

Kuba Tatarkiewicz: Kiedyś tak, fonty miały różny format i różne metryki. Dziś osoba wiedząca co robi potrafi stworzyć font, który tak samo wyglada na każdym komputerze.

 

Diana Dyba: Jakich umiejętności potrzeba, by tworzyć fonty?

Kuba Tatarkiewicz: Znajomość geometrii, matematyki dwu-wymiarowej (krzywe gładkie), rozumienie mechanizmów odtwarzania fontów z opisu algorytmicznego, znajomość systemów operacyjnych, poczucie estetyki, dbałość o szczegóły... tak naprawdę są to cechy każdego dobrego programisty oraz grafika.

 

Diana Dyba: Czy wg Pana wciąż jest miejsce na wymyślanie nowych fontów?

Kuba Tatarkiewicz: Do celów specjalnych (reklama) tak, w praktyce tak jak inżynier Mamoń lubimy fonty, które już oglądaliśmy, bo są one dla nas bardziej czytelne.

 

Diana Dyba: W ’81 roku wyjechał Pan do Stanów i po roku wrócił do Polski. Po kilkunastu latach na życiową przystań wybrał Pan ostatecznie USA. Jaka była Pana droga do Kalifornii?

Kuba Tatarkiewicz: Przez rok byłem programistą w firmie naftowej w Teksasie i tam nauczyłem się stylu pracy w kapitaliźmie. Dziś mieszkam w Kalifornii, bo żona dostała tu pracę kilkanaście lat temu, ale zostaliśmy w USA po przyjeździe w 1996 roku bo miałem trochę oszczędności z pierwszego pobytu oraz zarobiłem sporo w Polsce pracując na komputerze zakupionym za większość oszczędności z tego pierwszego pobytu. To była najlepsza inwestycja w moim życiu, choć żona prawie się ze mną rozwiodła gdy kupiłem pierwszego Maczka. Zdecydowaliśmy się zostać w USA z powodów czysto ekonomicznych – miałem dosyć płacenia absurdalnie wysokich podatków w Polsce (wraz ze wspólnikiem prowadziliśmy mała firmę konsultingową, która oddawała fiskusowi tyle ile ówcześnie wynosiły 22 przeciętne emerytury). Obecnie rozważam spędzanie mniej niż pół roku w Polsce w momencie przejścia na emeryturę, bo zgodnie z umową o uniknięciu podwójnego opodatkowania pomiędzy RP i USA spędzając więcej niż 183 dni w roku w Polsce musiałbym także płacić podatki w Polsce – znacznie więcej niż przyjdzie mi płacić w USA...

 

Diana Dyba: Jako fan Apple wie Pan dużo o początkach powstawania i budowania siły tej marki. Steve Jobs to legenda charyzmy i chodzący marketing, który w świadomości ludzi rozbudził nie tyle potrzebę posiadania Mackintosha ale pożądanie jego produktów. Co Pana zdaniem było najważniejszym czynnikiem sukcesu marki Apple?

Kuba Tatarkiewicz: Za sukces firmy Apple odpowiada wielu ludzi, począwszy oczywiście od Jobsa i Woźniaka, ale także ich pierwszy finansista Mike Markkula, oczywiście Jony Ive jako kreator formy komputerów i telefonów Apple, ale także tysiące bezimiennych inżynierów, którzy stworzyli oprogramowanie dla produktów Apple. Charyzma to za mało, potrzeba jeszcze wiele potu, aby stworzyć dobre produkty, sam marketing nie wystarczy!


Diana Dyba: Jest Pan Fizykiem i Oceanografem. Czym się Pan obecnie zajmuje?

Kuba Tatarkiewicz: Fizykiem doświadczalnym byłem przez 20 lat, potem pracownikiem IT i dziennikarzem, oceanografem przez 2 lata pracy w Scripps Institution of Oceanography, teraz jestem inżynierem budującym przyrządy naukowe w japońskim koncernie. Niestety, nie mogę powiedzieć nic o szczegółach obecnej pracy, ale zapewne dla większości ludzi to i tak nic ciekawego.

Diana Dyba:  Skoro Pan się tym zajmuje to śmiem twierdzić, że to jednak bardzo ciekawe! Zostawmy to na kolejne spotkanie. :)


fullsizeoutput_5dbfjpeg
Ja i Pan Kuba Tatarkiewicz  



Diana Dyba